Było gorąco. Ciśnienie też było, i to jakie! W półfinale zaczęło się (30 kwietnia) siedmioma dla nas (21:14). Uspokoiło to kołobrzeżan, bo przecież zwycięstwo w zasięgu ręki. W drugiej kwarcie już 32:20 i… połowa,  tylko trzema (32:29). Zaczyna się problem. Trener krakowian szaleje przy linii. Później zresztą, także bardzo aktywny w kontaktach z naszymi trenerami, sędziami i komisarzem, nie chce się pogodzić się z werdyktami i ostatecznym wynikiem. Nie chce, bo o włos miał wygraną.

Skazani na pożarcie krakowianie pokazali, że kiedy walczy się do końca , wszystko jest możliwe. Niesamowita skuteczność rzutów „za trzy”, doprowadziła niemal do rozpaczy miejscowych. „Trójki” oraz mocna zespołowa obrona, rozbiły misternie tkaną taktykę Kotwicy. Nasi chwilami nie mogli się odnaleźć. Przewaga gości doszła już do siedemnastu oczek (36:53 w trzeciej kwarcie). Wydawało się, że to koniec marzeń i…

…i do gry włączyli się kołobrzescy kibice. To właśnie o tym ciśnieniu wcześniej była mowa. To, że nie było tysiąc gardeł? Słychać było więcej. Znowu „sektor” poderwał halę. „Łaciaty” ( to oczywiście Dawid Mieczkowski) – bohater dzisiejszego meczu (także idol jednej z komentatorek naszych informacji), nie na darmo podkręcał atmosferę. Wiedział, co może pomóc kolegom do wykrzesania resztek zdrowia na placu. Obie zresztą drużyny pozostawiły je tam chyba. „Czarodzieje” bowiem dopiero w dziewiątej minucie ostatniej części meczu doprowadzają do remisu (67:67). W hali słychać już tylko: „Kotwica, Kotwica”. Powiem; chwyta to za gardło, chyba nie tylko mnie. Dawid dorzuca pięć oczek, Marcin Chudy jedno (przeciwnicy odpowiadają w tym czasie tylko dwoma) i mecz dla nas! Jeśli to przygotowany przez trenera Pawła Blechacza scenariusz, to chylę czoła, trzymał w napięciu do końca. Jeśli tak wyszło niechcący, tym lepiej dla trenera… i dla nas. Mecz niezwykle zacięty                    i wyrównany. Statystyki? Zbiórki 37:35, asysty 10:13, straty 23:21, przechwyty 13:12, bloki 7:1. Punkty spod kosza 26:23, „drugiej szansy” 9:7, po szybkim ataku 16:17. Najwyższe prowadzenie: Kotwica – 13, AGH – 17, zmiany prowadzenia 6 razy, remisy 7. Czas prowadzenia: Kotwica 19:51, AGH 14:24.

W tym etapie (półfinale) gramy do dwóch wygranych. Następny mecz w Krakowie 7 maja. Na zawody te, zapowiada wyjazd grupa „krzykaczy” z SP 5 w Kołobrzegu. Może być, że stracą tam gardła, ale jeśli wyjadą, cicho tam nie będzie. Jeśli nie wykrzyczą zwycięstwa , trzeci mecz, o wejście do finału rozgrywek a zarazem o awans do 1 ligi, w Kołobrzegu 11 maja.

Kotwica 50 Kołobrzeg  –  AGH Kraków    72 : 69      ( 21:14, 11:15,15:28, 25:12)

Kotwica 50 : D.Mieczkowski  25 (1×3, 2 zb, . 5 as., 6 przechw.),  G.Arabas  14 (4×3, 3zb.),  P.Pawłowski  7 (5 zb.),  P.Kowalczuk  7 (8 zb.),  M.Chudy 6 (1×3),  Ł.Wichniarz  6 92×3, 5 zb.),  M.Djurić  5 ( 8 sb., 4 bl.), D.Neumann  2 ,  A.Małetko, G.Dobriański, M. Szewczyk

AGH : R.Kolka 23 (6×3), J.Krawczyk  11,  D.Kalinowski  10,  T.Zych  10, M.Maj  7, M.Borówka  6

Było gorąco…