Po serii „domowych” zwycięstw i wyjazdowej porażce z Astorią, Kotwica podjęła drużynę, kolejny sezon aspirującą do ekstraligi; warszawską Legię.

Już na rozgrzewce nie wyglądało najlepiej. Przewaga wzrostu rywali rodziła obawy o jakość naszej gry. Później było jeszcze gorzej. I o ile pierwsza kwarta klęski nie zapowiadała, bowiem kołobrzeżanie rozpoczęli przewagą, utrzymującą się do jej szóstej minuty, to z upływem czasu, po siedmiopunktowej serii legionistów, gonili już tylko wynik. „Trójka” Kamila Hanke w ostatnich sekundach kwarty, pozwoliła na punktowy kontakt z przeciwnikiem. Przyzwoicie było również w statystykach, obie drużyny miały je podobne. W tym czasie na specjalne wyróżnienie zasłużyła kilkudziesięcioosobowa, głośno dopingująca Legię, grupa kibiców z…  Kołobrzegu. Zresztą doping ich niósł się po Milenium przez cały mecz. Trochę to smutne, że grających u siebie koszykarzy, nie ma kto zagrzewać do walki.

Druga odsłona, to kosmiczny odjazd Legii. Przy seriach trafień gości, a trafiali prawie wszystko (w tym pięć „trójek), przy biernej swojej obronie, Kotwica nie mogła nic przeciwstawić w zamian. Z uporem godnym lepszej sprawy, jej zawodnicy bezskutecznie próbowali zdobyć punkty zza łuku (14 prób, 1 trafienie, co dało 7 procent skuteczności). Również inne statystyki zaczęły się rozjeżdżać; asysty 4/13, przechwyty 0/6, straty 10/1, punkty 5:35 (połowa meczu 22:55).

W drugiej połowie zachowane status quo. Co prawda miejscowi w trzeciej kwarcie odrobili 4 punkty, ale to było wszystko, na co było stać w tym dniu drużynę trenera Pawła Blechacza. Goście już do końca spotkania, mając zresztą olbrzymią przewagę, specjalnie nie naciskali, gospodarze byli chyba na tyle zrezygnowani, że walki już nie podjęli. Ostatnia kwarta przegrana pięcioma oczkami. Dość trudno znajdować po takich zawodach optymistyczne akcenty, ale kolejne double – double odnotował Łukasz Bodych, najrówniejszy i wyróżniający się w drużynie kołobrzeżan zawodnik. Szkoda, że tylko on. Legia poza druga kwartą nie była zespołem „nie do ogrania”. Zupełny brak drużynowej jakości w obronie, niska skuteczność w swojej hali (na 24 rzuty za „trzy”, trafione 2), kiepska koncentracja, słabe dzielenie się piłką, ale i przyczyny obiektywne; szereg kontuzji przy szczupłości kadrowej kołobrzeskiej ekipy, złożyły się na tak wysoką porażkę. Przypomnieć należy, że warszawiacy w poprzedniej kolejce przegrali u siebie ze stargardzką Spójnią siedemnastoma punktami, a w Spójni też nie wszyscy całkiem zdrowi. Czyli można…  Znowu przegraliśmy punktami po stratach (Kotwica/Legia); 8/27, spod kosza 18/36, punktami zmienników 15/41, przegraliśmy również tzw. punkty drugiej szansy 5/16, asysty 12/22, przechwyty 6/13, straty 22/12.  Dodam tylko, że po drugiej kwarcie kibice skomentowali grę „czarodziejów”: „dzieci we mgle”, a po meczu na stronie legioniści. com /kosz/ukazał się wielce wymowny tytuł: „Kotwica na dnie”.

Kotwica Kołobrzeg  –  Legia Warszawa     51 : 85    (17:20, 5:35, 16:14, 13:18)

Kotwica : Ł. Bodych  13 (1×3, 10 zbiórek),  P. Pawłowski  8 (3 zb. 2 asysty),  A.Suliński  8 (4 zb., 3 as.),  K.Hanke  5 (1×3, 3 zb., 2 przechwyty),  D.Mieczkowski  4 (4 zb., 2 as.),  D.Neumann  4 (6 zb.),  P.Przyborowski  4,  A.Włodarczyk  3,  A.Małetko  2,  K.Rduch

Legia : M.Aleksandrowicz  16 (3×3),  P.Robak  13 (2×36 zb., 3 as.),  Ł.Pacocha  12 (2×3, 4zb. 8 as,),  G.Kukiełka  11,  G.Malewski  9,  T.Andrzejewski  6,  Ł.Wilczek  4,  B.Bojko  4,  A.Paszkiewicz  0

Kolejna porażka, jak to w sporcie. Boli jednak nie sama przegrana, a styl w jakim była poniesiona. Miejmy nadzieję na poprawę sposobu gry zespołu i walkę do końca w kolejnych spotkaniach. W najbliższą sobotę Kotwica wyjeżdża do Inowrocławia na spotkanie z tamtejszą Notecią. Natomiast w Kołobrzegu, 10 listopada gościć będzie drużynę SKK Siedlce.

autor – Jerzy Koraczyk

„Czarny poniedziałek” koszykarskiej Kotwicy