Choć z kłopotami, udał się wyjazd na Śląsk. Z kłopotami, bo podróż rozpoczęła się od falstartu ( autokar zepsuł  się i trzeba go było zastąpić w ostatniej chwili busem), kołobrzeżanie dotarli do Tychów. Nie wpłynęło to jednak negatywnie na ich bojowe nastroje, co udowodnili na tyskim parkiecie.

Pierwsza kwarta, co prawda przegrana pięcioma, ale przy wyrównanej grze. W teamie gospodarzy starał się pokazać znany w Kołobrzegu, były gracz ekstraligowej Kotwicy, Marek Piechowicz, który zdobyte cztery oczka poparł pięcioma zbiórkami. Gośćmi natomiast skutecznie dyrygował Adrian Suliński, bo „rozdając” trzy asysty, poparł je pięcioma punktami. Swoje „3 grosze” wtrącili Paweł Pawłowski i Maciej Strzelecki, zdobywając  siedem i cztery punkty. Druga część meczu była, chyba dla wszystkich (oprócz „czarodziejów”) zaskoczeniem. Śląscy zawodnicy nie potrafili zatrzymać przyjezdnych, którym udawało się prawie wszystko. Siedem asyst drużyny, osiem oczek Pawła Pawłowskiego, niesamowita aktywność całego zespołu (ze szczególnym wskazaniem na Łukasza Bodycha, Patryka Przyborowskiego i wspomnianego Pawła), doskonałe obrony, dobre akcje ofensywne przyniosły w tej kwarcie dziesięciopunktowe zwycięstwo. „Gieksa” do szatni zeszła z pięciopunktowym bagażem. W trzeciej odsłonie cios za cios. Miejscowi bardzo chcą dojść prowadzącą Kotwicę. Udaje się im to tylko częściowo. Wygrywają kwartę dwoma punktami. Ostatnia natomiast część meczu, to kolejne popisy „Kotwy” i choć na cztery minuty przed końcem gospodarze doprowadzają do remisu (71:71), to 150 sekund później jest jedenastoma dla gości. Na pół minuty przed zakończeniem efektowny „wsad” Patryka Przyborowskiego, jest dziesięć różnicy, więc tych zawodów Kotwica już nie przegra. Końcowe 12 sekund; dwa trafione wolne K. Szpyrki i w ostatniej sekundzie trójka T. Bzdyry, to tylko zmniejszenie punktowej porażki gospodarzy. Cały kołobrzeski zespół zgrał znakomicie, jednak szczególne brawa należą się Adrianowi Sulińskiemu i Pawłowi Pawłowskiemu, zdobywcom połowy punktów drużyny. Nadto Adrian dbał jeszcze o kolegów, osiem razy asystując przy ich punktowych zdobyczach oraz zbierając cztery razy piłkę w obronie. Wypada dodać, iż statystyki obu zespołów w wielu aspektach były bardzo wyrównane. Punkty po szybkim ataku 18:17, po stratach 19:17, spod kosza 34:36, przechwyty 13:13, bloki 0:1, faule 20:18, straty 17:21. Przegraliśmy zbiórki (36:28) i punkty „drugiej szansy” (17:7), ale więcej punktów zdobyli nasi rezerwowi (15:21), mieliśmy od GKS-u więcej asyst (13:20). Kotwica wygrała więc mecz głównie skutecznością rzutów; z gry 47:55 procent., wolnych 79:85 proc., za „dwa” 57:68 proc., za „trzy” 25:40 proc.

GKS Tychy  –  Kotwica Kołobrzeg    84 : 89   (25:29, 18:28, 18:16, 23:25)

GKS :  H.Mazur  24 (4×3),  K.Szpyrka  16, P.Hałas  14, M.Piechowicz  11 (11 zbiórek),  T.Bzdyra 9,  R.Basiński  6,  W.Barycz  4

Kotwica :  A.Suliński  24 (4×3, 4 zb., 8 asyst, 3 przechwyty, 91 proc. za 1pkt-10/11),  P.Pawłowski  21 ( 2×3, 2 zb., 2 as., 2 przechw.),  Ł.Bodych  11 (1×3, 6 zb., 2 przechw.),  P.Przyborowski  10 (4 zb., 4 przechw.),  D.Neumann  10 (2×3, 2 zb., 2 as.),  M.Strzelecki  8 (2 zb.),  A.Włodarczyk  5 (1×3, 2 as.),  K.Hanke  0 (2 zb., 2 as.), A.Małetko,  G.Dobriański

Skazywana przez wszystkich na pożarcie Kotwica, zagrała na wyjeździe doskonałe zawody, choć  nadal nie grał leczący uraz, nasz rozgrywający, Dawid Mieczkowski. Po włączeniu do składu i dalszym progresie treningowym, może się nasz ligowy beniaminek okazać dla wszystkich zespołów trudnym do zgryzienia orzechem. I oby tak było. Już 8 października, o godz. 18.00 Kotwica podejmie zespół Doralu Zetkamy Nysa Kłodzka, który jeszcze w tym sezonie nie wygrał. Liczymy na kolejne punkty, a czy tak będzie… okaże się w Milenium w sobotni wieczór. Zapraszamy!

Jest pierwsze zwycięstwo!