Kotwica podejmowała w swojej hali drużynę wyprzedzającą ją w ligowej tabeli, ale mającą tylko o jedno zwycięstwo więcej. Tylko i … aż.

Po obejrzeniu meczu, wiemy dlaczego Polonia wyprzedzała i zwiększyła jeszcze przewagę nad Kotwicą. Cierpliwość oraz rozwaga i konsekwencja w grze, kolejny raz obnażyły nasze słabości. I to nie tylko nikłą rotację, jaką wymusza szczupły skład, ale i brak dyscypliny gry, niechęć do dzielenia się piłką, indywidualne, do niczego nie prowadzące zagrania. Nie wiedzieć czemu, kołobrzeżanie w większości koniecznie chcieli swoje ofensywne działania zakończyć przed czasem, podczas gdy przeciwnicy niezmiennie grali swoje przygotowane i ustawione akcje długo i konsekwentnie, powtarzając je nawet po wcześniejszych niepowodzeniach. Dzisiaj, to było aż nadto na szamoczących się w drugiej połowie meczu w nieładzie gospodarzy.

W zawody lepiej weszli goście, bowiem kilka składnych akcji dało im prowadzenie. Miejscowi jednak ambitnie gonili wynik i pierwsza ćwiartka zakończyła się tylko trzypunktową przewagą Polonii. Druga część mogła sugerować wzrastającą formę Kotwicy, tym bardziej, że doprowadziła ona do ośmiopunktowej przewagi po sygnale na przerwę. Później było już gorzej, trzecia kwarta przegrana ośmioma i w efekcie remis (45:45), przy czym to w jej ostatniej minucie przeciwnicy zniwelowali siedmiopunktową przewagę „czarodziejów”. Ostatnia kwarta… lepiej, żeby jej nie było. Pewnie            i niektórzy gracze Kotwicy woleliby o niej zapomnieć. Rzucając 17 „oczek”( III kwarta – osiem,  IV – dziewięć), nie można wygrać meczu. Oddając przeciwnikowi 25 „piłek”, nie można nawet marzyć o wyrównanym wyniku. Niektórzy z kołobrzeżan wyglądali, jakby obudzili się chwilę wcześniej lub mieli się przebudzić. Lesznianie, zdarzało się, wyjmowali piłkę z ręki (lub z „kozła”) inicjującym akcję zawodnikom gospodarzy. Po siedem strat graczy w meczu, to już mała przesada. Brak umiejętności, czy…  Przeciwnik zaliczył 15 przechwytów, to ich błyskawiczne ręce, czy… Podobnych pytań, na które warto było by odpowiedzieć, kibice mieli więcej. Myślę, że w pomeczowych komentarzach dadzą upust swojemu poirytowaniu, ale i docenią wysiłek tych, którzy dzisiaj walczyli ambitnie, próbując pobudzić kolegów oraz podnieść wynik. Nie uda się to jednak, jeśli nie będą tego chcieli wszyscy. Tym razem zmiennicy Kotwicy nie byli gorsi od swoich vis a’ vis (18:19), za to przegrała ona punkty po stratach 13:29, spod kosza 20:28, po szybkim ataku 2:14. Nadto już w kilku meczach denerwuje brak koncentracji w ich końcowych fragmentach (wcześniej Stargard, dzisiaj najwyższa seria Jamaleksu; 10 punktów, bez punktowej reakcji gospodarzy, w ostatnich trzech minutach zawodów). Nie ma Kotwica szczęścia w potyczkach z Polonią, ani w turniejach, ani w lidze (żeby przypomnieć również „korespondencyjny” pojedynek o wejście do 1 ligi, kiedy nie było dane tym zespołom rozegrać bezpośredniego pojedynku, bowiem Kotwica grała o wejście w innej, niższej parze).

Kotwica Kołobrzeg  –  Jamalex Polonia 1912 Leszno     54 : 65     (17;20, 20;9, 8:16, 9:20)

Kotwica : A. Suliński  11 (asyst),  D. Neumann  10 (3×3, 3 przechw.),  Ł. Bodych  9 (7 zbiórek),  P. Pawłowski  7 (8 zb.),  P. Przyborowski  7,  K. Hanke  5 (4 zb.),  G. Dobriański  3,  A. Włodarczyk  2,  A. Małetko,  M. Strzelecki,  K. Rduch

Jamalex : J. Koelner  16 (4×3),  M. Rostalski  13,  N. Sirijatowicz  8,  Sz. Kiwilsza  8,  T. Stępień  7,  S.  Sanny  5,  Sz. Milczyński  4,  A. Brenk  2,  P. Malona  2,  R. Trubacz  0,  M. Krówczyński  0

Jeszcze tylko wypada dodać sparafrazowane powiedzenie: „łaska kibiców na pstrym koniu jeździ” i przypomnieć drużynie, że na tym meczu było ich trochę mniej niż na poprzednich, ale może być jeszcze gorzej, kiedy poczują się zlekceważeni. Na razie liczą oni na walkę do końca i emocje w  sobotnim (26 listopada) meczu z liderem tabeli; Sokołem Łańcut.

Konceptu starczyło tylko do przerwy…