Niewiele odpoczynku mieli koszykarze po środowym zwycięstwie z Biofarmem. Po serii meczów       „w domu”, poza Kołobrzegiem, musieli walczyć o kolejne punkty.

Już pierwsza kwarta wyjazdowego meczu w Bydgoszczy pokazała, że łatwo nie będzie. Wyrównana walka toczyła się do siódmej minuty, w której goście wyszli na prowadzenie po celnym rzucie „za trzy” Pawła Pawłowskiego. Później parkiet zdominowali gospodarze, a rej wśród nich wodził, nie do zatrzymania w pierwszej połowie, Patryk Gospodarek. Pierwsza więc część zawodów wygrana przez bydgoszczan trzema punktami. Później… i o tej kwarcie gracze Kotwicy chcieliby jak najszybciej zapomnieć,  wygrana Astorii czternastoma oczkami. Kotwica nie istniała, skuteczność gry tragiczna, obrona kiepska, zawodnicy zagubieni, niepotrafiący się odnaleźć w akcjach. Ostatnia drużyna ligowej tabeli zmierzała do zwycięstwa, i to wysokiego, biorąc pod uwagę zaliczkę z pierwszej połowy (49:32).

Po przerwie kołobrzeżanie wyszli z mocnym postanowieniem odrabiania strat. I nawet zaczęło się to udawać. Już w drugiej minucie trzeciej kwarty odrobili sześć punktów. Co z tego, jeśli  w trzeciej minucie, ubył z Kotwicy kolejny zawodnik. Faul łokciem Szyttenholma był na tyle skuteczny, że Łukasz Bodych musiał opuścić nie tylko parkiet, ale i halę. Do końca meczu już się nie pojawił. Wywieziony został do szpitala, gdzie założono mu na rozbity, prawie po boksersku, łuk brwiowy osiem szwów. Przyjezdni, mając „izbę chorych” w zespole stracili kolejnego podkoszowego, co dodatkowo komplikowało ich meczową sytuację. Resztki drużyny ambitnie jednak walczyły do końca. Gdyby nie druga kwarta; to kto wie? Trzecia odsłona wygrana przez „czarodziejów” trzynastoma punktami. Zawody zaczęły się wyrównywać. W czwartej równo. Czterdzieści pięć sekund do końca, na tablicy pojawił się, i trwał jeszcze przez 20 sekund, remis 79:79. Niestety, nasz faul, jeden rzut trafiony a po drugim, niecelnym; zbiórka przeciwnika. Później kolejny faul, rzuty, znowu faule i rzuty… i ostatnie sekundy należą zdecydowanie do gospodarzy. Mecz przegraliśmy w feralnej drugiej kwarcie, przez którą straciliśmy mnóstwo sił na późniejszy pościg wyniku. Nadto powraca zmora nieskuteczności rzutów wolnych (16 na 26, 61 proc.), słaba pomoc zmienników (ich punkty – Astoria/Kotwica – 37/16). Przegraliśmy zbiórki, ale to zrozumiałe przy absencji wysokich zawodników (46/32). Tym razem mieliśmy, co cieszy, tylko siedem strat (12 przeciwników), przy 22 asystach (18 Astoria).

Astoria Bydgoszcz  –  Kotwica Kołobrzeg   84 : 79       (25:22, 24:10, 15:28, 20:19)

Astoria : P.Gospodarek  19 (3×3, 4 zb., 5 as.),  M.Bierwagen 12,  F.Czyżnielewski  11 (11 zb.),  M.Motel 10,  M.Fatz  8,  A.Barszczyk  8,  P.Krefft  6, D.Szyttenholm 4,  S.Laydych  4,  S.Dąbek  2,  P.Derda   0

Kotwica : P.Pawłowski  23 (3×3-75 proc., 7 zb.),  P.Przyborowski  13,  A.Włodarczyk  9 (3×3, 6 zb., 6 as.),  K.Hanke  9 (2×3),   Ł.Bodych  9 (7 zb., 2 as.),  A.Suliński  9 (1×3, 3 zb., 5 as.),  D.Mieczkowski  5 (1×3, 3 zb., 4 as.),  D.Neumann  2 (3 zb., 3 as.),  G.Dobriański  0,  K.Rduch  0,  A.Małetko

Czy wspomniana „izba chorych” pozbiera się do następnych gier?  Czy Łukasz zagra z Legią? Gdyby nie paskudny faul zawodnika Astorii, „Bodzio” zapewne zaliczyłby kolejne double-double i doskonałe recenzje, ponieważ już w połowie meczu miał 9 punktów i 7 zbiórek. Byliby może razem z Pawłem Pawłowskim ojcami sukcesu. Do Pawła starał się dołączyć Patryk Przyborowski, zmuszony do grania na zupełnie innej pozycji  i o ile w ataku wyśmienicie daje sobie radę, o tyle w defensywie trudno udawać mu podkoszowego. Do wspomnianych dołączyli  z niezłym skutkiem Artur Włodarczyk z Adrianem Sulińskim, lecz było to za mało, aby przechylić szalę zwycięstwa na stronę Kotwicy. Jak potoczą się najbliższe losy kołobrzeskiej drużyny, przekonać się będzie można w poniedziałek, 31 października, o godz.20.00, kiedy to do Milenium zawita drużyna warszawskiej Legii.

Porażka Kotwicy w Bydgoszczy