W dalszym ciągu trudno koszykarskiej Kotwicy zebrać komplet graczy. Zaplanowane na 17        i 18 września kontrolne mecze w ramach przedsezonowego turnieju, VII Memoriału Romana Wysockiego, byłego wieloletniego Prezesa Zachodniopomorskiego Związku Koszykówki, nie dały pełni odpowiedzi na temat stanu przygotowania zespołu.

W półfinałowym meczu z AZS Koszalin chwilami było zupełnie przyzwoicie, chwilami…  Dominacja drużyny budowanej do rozgrywek TBL była wyraźna. Kołobrzeżanie nawet dotrzymywali kroku drużynie, w której składzie brylowało trzech amerykanów, jednak w końcu nie byli w stanie podołać atakom niezwykle dynamicznego Kennetha Manigaulta (19 punktów), szybko prowadzącego piłkę rozgrywa cza Remona Nelsona (12 punktów), czy znanego doskonale w Kołobrzegu dobrze zbierającego ( 13 punktów i 9 zbiórek) Darella Harrisa. Trójka ta trafiła  44 (z 81 rzuconych AZS-u) punkty w meczu. Mecz „nie miał historii”. Od początku prowadził AZS. Kotwica przegrywała przede wszystkim pod koszem (punkty spod kosza 50:10), gubiąc piłkę narażała się na kontry (punkty po stratach 19:5, po szybkim ataku 13:2). Także kołobrzescy zmiennicy przegrywali z ich vis a vis (punkty zmienników 29:7). Nie można wygrać meczu mając         29 procent skuteczności rzutów z gry, przy 49 procentach przeciwnika. Czy sprawiła to niezła obrona miejscowych, czy zmęczenie treningami „czarodziejów”…  Na pewno dał się odczuć brak dwóch zawodników pierwszej piątki. Nie wystąpił leczący drobny (mamy nadzieję) uraz, rozgrywający Dawid Mieczkowski oraz będący na turnieju w Chinach, Paweł Pawłowski. Naszych dwóch podkoszowych, nie otrzymywało zmian, co przy Darrelu i kilku wysokich koszalinianach musiało skończyć się porażką. Wynik meczu  81 : 49 (23:17, 18:10, 21:9, 19:13). W niedzielę już nie graliśmy, bowiem drużyna Spójni, która uległa (51 : 108 !) Wilkom Morskim Szczecin, zrezygnowała z gry. Turniej po raz pierwszy w historii wygrały King Wilki, pokonując AZS  78 : 59 (dodajmy, że w 2010 i 2011 roku, zwycięzcą była Kotwica). W meczu z AZS-em wystąpili:  Adrian Suliński  12 (8 zb., 3 as.),  Patryk Przyborowski  10       (4 zb.),  Maciej Strzelecki  9 (2 zb.),  Artur Włodarczyk  7 (4 zb., 2as.),  Kamil Hanke 5 (2zb.),  Łukasz Bodych  4 (6zb.),  Dawid Neumann  2,  Adrian Małetko  0,  Gracjan Dobriański  0,  Kamil Rduch.

Wracając do wysokich i braku na turnieju Pawła Pawłowskiego, czujemy się w obowiązku donieść, iż jego drużyna (3×3) została pokonana dopiero w finale chińskiego turnieju, przez najwyżej notowany na świecie zespół Serbów; Novi Sad Al Wahda występujący pod szyldem i sponsorowany przez Emiraty Arabskie. Paweł ze swoim  „gdańskim” teamem, uzyskał przepustkę do październikowych zmagań w finale World Touru w Abu Dhabi, o nieoficjalne mistrzostwo globu w tej dyscyplinie, dzięki zajmowanym wysokim miejscom we wcześniejszych challengerach. Liczymy, że Polacy powalczą. Warto dodać, że w ubiegłym roku też mieliśmy tam polskie akcenty. W Abu Dhabi grała drużyna „Cieniasów”, o kołobrzeskich korzeniach zespół braci Przemka, Szymona i Kamila Rduchów, wspomaganych przez Piotra Renkiela. W finale nie zaszli najdalej, jednak sam wyjazd do Emiratów, to olbrzymie wyróżnienie. To przecież turniej 12 najlepszych drużyn świata.

Wracamy na ziemię. Teraz przed Kotwicą liga. Pierwszy mecz na który zaprasza zespół; mecz otwarcia sezonu, już w niedzielę, 25 września, o godz. 17.00 w hali Milenium.

Jerzy Koralczyk

Wieści z koszykarskiej Kotwicy (11)