Nietypowo, bo w czwartek Kotwica podejmowała sąsiada z wyższej pozycji ligowej tabeli. SKK Siedlce wygrywał u siebie, gorzej było na wyjeździe. Tak do tej pory…

Mazowszanie liczyli na przełamanie, podobnie zresztą jak i „czarodzieje”, którzy w okrojonym składzie przystąpili do meczu, choć jak się okazało, wcale nie z zamiarem bycia tłem dla przyjezdnych. Początek meczu niezwykle nerwowy i z obu stron nieporadny. Oba zespoły tak spięte, że nie „wchodzi” nic. Siedem minut gry, wynik jak z boiska nożnej; 3:2. Ruszyło dopiero w ósmej minucie i na koniec kwarty na tablicy trochę lepiej, bo 13:7. Niska skuteczność, ale i stanowczość w akcjach defensywnych obu stron, powodowały kłopoty przeciwników w zdobywaniu punktów. Mimo wszystko szybciej zebrali się i bardziej przekonujący byli kołobrzeżanie i to oni zaczęli dominować w tej, jak i następnej kwarcie. Na przerwę schodzili więc z dwunastopunktową nadwyżką, przewagą skuteczności, przechwytów, mniejsza ilością strat.

Początek i część drugiej połowy przebiegały pod pełną kontrolą gospodarzy. Dołożyli oni do wyniku kolejne pięć punktów przewagi i wszem i wobec wiadomym się stało, że meczu przegrać już nie można. Uśpiło to trochę ich czujność, więc siedlczanie próbowali jeszcze podnieść wynik. Doszli nawet w piątej minucie ostatniej odsłony na osiem punktów, ale to było wszystko na ten wieczór. Wymęczeni kołobrzeżanie (w rotacji do tej pory tylko siedmiu graczy) spięli się jeszcze i „odjechali” na piętnaście. Ostatnia minuta znowu luźniej i rywale dorzucają do wyniku pięć oczek.  Mecz może nie zachwycił, ale kilka akcji, szczególnie Kotwicy, najwyższej marki, a już defensywa chwilami wzorowa. Po kilka minut, w każdej kwarcie, niezwykle agresywnej, chwilami szalonej obrony, dało zamierzone efekty. Momentami „Włodar”, nieomal jak pijawka przyssany do rozgrywającego przeciwnika, nie pozwalał na rozwijanie jakiejkolwiek rozsądnej akcji. Podobnie grali nasi pozostali zawodnicy. Rozrysowywane przez trenera Mollowa, syna trenera reprezentacji Polski kobiet, akcje paliły na panewce, bo nie było nawet miejsca na podanie. Wymagało to od kołobrzeżan dużo zdrowia, ale starczyło go i udało się. Drużyna, jakby inna niż ta, ze spotkania z Legią. Mniej strat (Kotwica/SKK) -13/22, więcej asyst -15/8, trochę mniej zbiórek- 34/40, ale trochę lepsza skuteczność z dystansu oraz bardziej przemyślane prowadzenie gry, doprowadziły gospodarzy do zwycięstwa. Nadto, wola walki…  i oby tak już naszym zostało! „Bodzio”- Łukasz Bodych – kolejne double-double,  niedługo wejdzie mu to w nawyk i nie będzie o czym pisać, choć… czy to nie jeden z najlepszych jego sezonów? Wraca do gry Adrian Suliński, który ze swoim: ”…kucharza to ze mnie nie będziecie mieli…” (rano przy krojeniu kurczaka obciął sobie kawałek, na szczęście niezbyt duży, kciuka), dzielnie dzielił się piłką (5 zapisanych asyst) oraz postarał się o wspomożenie ekipy czternastoma oczkami. Znowu przypomniał o sobie Patryk Przyborowski  ps. „M….”, udawadniając rywalom swoje nad nimi przewagi, nawet na wymuszonej, zmienionej pozycji. Do tego rzetelny Paweł „Długi” Pawłowski, po chińskich i arabskich wojażach, powracający do rzeczywistości. Także coraz lepiej czujący grę Dawid Neumann; to ojcowie przedświątecznego sukcesu. Oczywiście wszystko to poskładał trener Paweł Blechacz, a z ławki wykrzyczał dyspozycje schrypnięty kapitan drużyny; Dawid Mieczkowski, który po zabiegu, zawody ze Spójnią Stargard 16 listopada, obejrzy w internecie w szpitalnym łóżku.

Kotwica Kołobrzeg  –  SKK Siedlce    70 : 60     ( 13:7, 22:16, 21:16, 14:21)

Kotwica : P. Przyborowski  17 (3×3, 3 asysty),  A. Suliński  14 (1×3, 4 zbiórki, 5 as.,2 przechw.),  Ł. Bodych  13 (1×3, 15 zb., 2 as),  P. Pawłowski  13  (3 zb.),  A, Włodarczyk  6 (2 zb., 2 as., 4 przechw.),  D. Neumann  5 (3 as.),  K. Hanke  2,  A. Maletko  0, G. Dobriański,  D. Mieczkowski

SKK : R. Sobiło 17 (3×3),  R. Rajewicz  11 (9 zb.),  A. Weres  11, M. Pławucki  8,  R. Król  4,

Kibiców na mecz trafiło może niezbyt wielu, ale ci którzy zjawili się w Milenium, zapewne nie żałowali tego. Taki zespół dobrze się ogląda, wróćmy więc do hali 20 listopada (niedziela), o 17.00, na mecz z Jamalexem – Polonią Leszno.

Znowu nadszedł lepszy czas…